Mała dziewczynka daje tajny znak na sali sądowej – tylko jeden strażnik go zauważa.

Wstała pośrodku sali sądowej i uniosła dłoń. Nikt tego nie zauważył – poza jednym mężczyzną. Byłym strażnikiem Grobu Nieznanego Żołnierza, który siedział w trzecim rzędzie. Obserwował w milczeniu, wytrenowany, by dostrzegać to, co umyka wszystkim innym. Dla ławy przysięgłych był to po prostu kolejny proces o oszustwo. Dla sędziego – kolejny zamożny oskarżony walczący o reputację.
Jednak gdy mała dziewczynka poruszyła dłonią – jeden drobny, szybki gest – cały proces stanął na głowie. Bo nikt nie wiedział – ani prawnicy, ani reporterzy, nawet woźny sądowy stojący zaledwie dwa kroki dalej – że właśnie dała międzynarodowy znak wzywania pomocy. A jedyną osobą, która go dostrzegła, był człowiek, który przez dziesięć lat strzegł najświętszej ciszy Ameryki.
Na sali panowała cisza. Napięcie w powietrzu było niemal namacalne – ciężkie, gęste jak chwila przed burzą. W trzecim rzędzie po lewej stronie siedział mężczyzna w ciemnoszarej marynarce. Wyprostowany, dłonie oparte lekko na kolanach. Dla innych wyglądał spokojnie. Nazywał się Evan Blackwood, miał 32 lata i był byłym wartownikiem elitarnej jednostki „Old Guard” w Arlington. W jego wnętrzu każdy instynkt był w stanie najwyższej gotowości.
Przy stole obrony siedział Richard Kaine: ostry garnitur, idealnie zawiązany krawat, wypolerowane spinki do mankietów łapiące światło przy każdym ruchu. Typ człowieka, który całe życie budował na pozorach i zwycięstwie. Obok niego, na małym drewnianym krześle, które wydawało się dla niej zbyt duże, siedziała ośmioletnia dziewczynka w granatowym sweterku zapiętym pod samą szyję. Nazywała się Clara. Wpatrywała się w wypolerowaną podłogę sali sądowej, dłonie złożone równo na kolanach, nieruchoma.