Światło nie zgasło od razu — najpierw zadrżało. Żyrandole nad stolikami zamigotały jak żywe istoty,

Światło nie zgasło od razu — najpierw zadrżało. Żyrandole nad stolikami zamigotały jak żywe istoty, które nagle straciły oddech. Miękka, złota poświata spłynęła po ścianach, przesunęła się po kryształach, po srebrnych sztućcach… i zniknęła. Salę przykryła cisza. A potem — stłumiony szum głosów. — Co się dzieje?!

— To jakiś żart?! — Mamy ważne spotkanie! Ktoś nerwowo się zaśmiał. Ktoś odsunął krzesło. Kelnerzy zastygli z tacami w dłoniach. Tomasz odwrócił się do gości. — Spokojnie! — krzyknął ostro. — To tylko awaria techniczna! Za minutę wszystko wróci!

Magdalena nawet nie drgnęła. Stała tuż przed nim z telefonem w dłoni, patrząc spokojnie, niemal z ciekawością. Awaryjne lampy wzdłuż ścian zapaliły się powoli, rzucając chłodne, niebieskawe plamy na marmurową podłogę. W półmroku restauracja straciła blask — złocenia wyglądały matowo, kryształowe kieliszki wydawały się puste, a białe obrusy szare. — Ty… — Tomasz zwrócił się do niej, a głos mu się załamał. — Co ty zrobiłaś?!

— Powiedziałam dokładnie to, co powiedziałam — odparła spokojnie. — Nie masz prawa! — syknął, pochylając się ku niej. — To biznes. Są tu klienci! Kontrakty! — Właśnie — skinęła głową. — Biznes. I ten biznes złamał umowę. Od stolika podniosła się jego kochanka — szczupła kobieta w czerwonej sukni, z perfekcyjną fryzurą i lodowatym spojrzeniem. — Tomaszu — powiedziała ostro — nie mam zamiaru siedzieć w ciemności. Wychodzimy.

— Chwileczkę — warknął. — Nie. Teraz — spojrzała na Magdalenę z góry na dół. — Kim jest ta kobieta? — Właścicielką budynku — odpowiedziała Magdalena zamiast niego. Kochanka mrugnęła. — Słucham?

— Tego budynku — powtórzyła spokojnie Magdalena. — I działki pod nim. I transformatora na podwórzu. I parkingu. Tomasz zacisnął pięści. — Blefujesz. — Sprawdź. Jak na zawołanie, z końca sali dobiegły oburzone głosy:

— Nie działają serwery! — Terminale padły! — Kuchnia bez prądu! Z korytarza wybiegł kierownik — spocony, z rozpiętym krawatem. — Panie Tomaszu! Prąd… gaz… wentylacja… wszystko stanęło! Chłodnie!

— Dzwoń po techników! — wrzasnął Tomasz. — Dzwoniłem… Mówią, że odłączenie zostało zatwierdzone przez właściciela… Mężczyzna spojrzał na Magdalenę. Tomasz pobladł. — To niemożliwe…