Światło nie zgasło od razu — najpierw zadrżało. Żyrandole nad stolikami zamigotały jak żywe istoty, które nagle straciły oddech. Miękka, złota poświata spłynęła po ścianach, przesunęła się po kryształach, po srebrnych sztućcach… i zniknęła. Salę przykryła cisza. A potem — stłumiony szum głosów. — Co się dzieje?!
— To jakiś żart?! — Mamy ważne spotkanie! Ktoś nerwowo się zaśmiał. Ktoś odsunął krzesło. Kelnerzy zastygli z tacami w dłoniach. Tomasz odwrócił się do gości. — Spokojnie! — krzyknął ostro. — To tylko awaria techniczna! Za minutę wszystko wróci!
