Woda w zlewie była za gorąca, ale nie obniżyłam temperatury. Może chciałam poczuć, jak mnie pali. Może to mnie uziemiało, przypominało, że wciąż tu jestem, wciąż oddycham, wciąż jestem w stanie coś kontrolować, nawet jeśli to był tylko kran w kuchni domu, który wszyscy uważali za należący do kogoś innego.
Talerze brzęczały o porcelanę, gdy zmywałam górę naczyń, których nie pobrudziłam, otoczona rozmowami i śmiechem, który sączył się przez sufit z sali balowej na górze. Drogie buty stukały o marmurowe podłogi, kryształowe kieliszki dzwoniły, a wymuszony śmiech przebijał się przez arogancję napędzaną szampanem.
