Świat zdawał się walić mi pod stopami. Serce waliło mi jak młotem i bez słowa zacząłem pakować nasze powieści z powrotem do walizek. Kilka minut później byliśmy już na zewnątrz, pędząc z dala od domu, który przestał przypominać dom.
Od ulgi do strachu.
Zatrzymaliśmy się w restauracji dwa miasta dalej, zaparkowaliśmy w ostrym blasku neonów i próbowaliśmy złapać oddech. Otworzyłem laptopa i napisałem pełną furii recenzję, ostrzegając przyszłych podróżników przed ukrytą kamerą, którą odkryliśmy.