— Ciąża w piątym lub szóstym wydaniu — powiadomienie lekarka, odłożyła narzędzie do tackiego i zdjęła gumowe rekomendacje. — Czy pani będzie rodzić?
Wera milczała. Czterdzieści dwa lata, czwarte dziecko, którego nie chciała. Pieniędze mało, ledwo przerwane z powodu uszkodzenia. Starsze dzieci jeszcze się pojawią, dopiero później do szkół, trzeba je zastąpić, bluzkę, nowy tornister, nie ignorując już o zeszytach i książkach… A tu taki prezent!
„Porozmawiam z pierwszym – zdecydowała – co na na to powie”.
– zgłosić się do lekarza – powiadomienie podczas kolacji. – Tak, jestem w ciąży. Szósty tydzień.
Mąż przestał żuć, odłożył widelec.
– No cóż, urodzić. Będzie dobrze: dwóch chłopców i dwie dziewczynki. Kompletny.
„Komplet! A z czego będziesz żyć?”.