W najsmutniejszym momencie pogrzebu, znikąd pojawił się uliczny urwis i podszedł do trumny zmarłej dziewczynki. „Zabójca pani córki jest tam z tyłu”. Mężczyzna zamarł, a to, co wydarzyło się później, stało się prawdziwym koszmarem. Ból zdawał się nieosiągalny dla wszystkich. Ciało małej Alicii, zaledwie ośmioletniej, leżało nieruchomo w białej trumnie ze złotego atłasu, ozdobionej bladą różą i delikatnym wiankiem z kwiatów na blond włosach.
Dzień wcześniej żywa i śmiała się w bibliotece rezydencji. Następnego ranka znaleziono ją martwą, leżącą przed bramą posiadłości jej ojca, Germana, milionera i biznesmena znanego ze swojej dyskrecji. Nikt nie potrafił wyjaśnić, co się stało. Nie było śladów walki ani świadków, tylko cisza i niemożliwa do wypełnienia pustka. Kaplica wypełniona była zrozpaczonymi twarzami, czarnymi sukienkami, zaczerwienionymi oczami, stłumionymi westchnieniami, rodziną, przyjaciółmi i pracownikami rezydencji, którzy wszyscy próbowali zrozumieć to, co niewytłumaczalne.
