Podlewałam petunie, kiedy to się stało. Mężczyzna wprowadził się zaledwie trzy dni temu – kupił stary dom Murphy’ego, który stał pusty, odkąd pan Murphy trafił do domu opieki.
Rosły facet, może po sześćdziesiątce, siwa broda, skórzana kamizelka z wojskowymi naszywkami. Trzymał się na uboczu, uprzejmie kiwał głową, kiedy nawiązywaliśmy kontakt wzrokowy. To wszystko, co o nim wiedziałam.
