Poranne światło delikatnie sączyło się przez okna małej przydrożnej knajpki. Zapach kawy, bekonu i świeżo upieczonego ciasta wypełniał powietrze, mieszając się z cichym szumem starej szafy grającej, odtwarzającej zapomnianą melodię.
Sierżant Mark Wilson siedział przy narożnym stoliku, delektując się pierwszą chwilą ciszy po długiej nocnej zmianie. Lubił ten rodzaj spokoju – prosty rytm miasta, które dopiero się budzi.
