Płacz noworodka wypełnił salę 212 Szpitala Ogólnego w Guadalajarze. Camila Herrera, mająca zaledwie 24 lata, trzymała syna w drżących ramionach. Wyczerpanie po trudnym, czternastogodzinnym porodzie odbijało się na jej bladej twarzy. „Jest piękny, kochanie” – mruknęła, głaszcząc rumiany policzek dziecka. „Jest taki podobny do ciebie, Ricardo”.
Ricardo Mendoza, krzepki 32-latek, stał uroczyście, z dziwnym wyrazem w ciemnych oczach. Jego zrogowaciałe dłonie były zaciśnięte w pięści. Coś głęboko go martwiło.
