Wczoraj po południu wszystko wydawało się normalne. Moja córka, jak co dzień po szkole, usiadła przy kuchennym stole z ulubionymi lodami czekoladowymi . Słodki aromat wypełnił pokój, rożek lekko zgrzytał w palcach. Zwykła, prosta, znajoma chwila. Potem wszystko się zmieniło.
Kilka sekund później usłyszałem krzyk. Nie krzyk radości. Krzyk szoku i strachu . Rzuciłem się ku niej. Jej twarz się zmieniła, zastygła w wyrazie, którego nigdy nie zapomnę. Drżąc, wyciągnęła w moją stronę lody. W środku, tuż pod warstwą roztopionej czekolady, było coś dziwnego i mrocznego.
