Wszyscy motocykliści w skórzanych strojach w tym zadymionym pokoju zamarli w grobowej ciszy, gdy mała dziewczynka w piżamie, ubrana w księżniczki Disneya, stanęła w drzwiach, ze łzami spływającymi po twarzy, wpatrując się w trzydziestu dzielnych motocyklistów, jakby byli jej ostatnią nadzieją. Szafa grająca zdawała się zagłuszać piosenkę Johnny’ego Casha. Kije bilardowe zamarły w pół obrotu.
Podeszła prosto do Snake’a, mierzącego 185 cm wzrostu prezesa klubu motocyklowego Iron Wolves, o poszarzałej twarzy i ramionach jak pnie drzew, pociągnęła go za skórzaną kamizelkę i wypowiedziała słowa, które zmobilizowałyby cały klub motocyklowy i ujawniły najciemniejszy sekret naszego miasta.
