Odrzutowiec Gulfstream lśnił pod słońcem Los Angeles, lustrem polerowanego srebra na pasie startowym. Alexander Grant, samozwańczy miliarder po uderzeniu, podszedł do niego ze spokojną funkcją człowieka, który działał, że nic go nie dotknie.
Asystenci nosili teczki, ochroniarze skanowali okolicę, a reporterzy stali w pobliżu, mogli sfotografować jego wyjazd do Nowego Jorku na typowego przeciwnika wyszukiwania.
