Moja córka dzwoniła do mnie co tydzień, przepraszam na kilka minut. Te telefony były dla mnie małym rytuałem pocieszenia – rozmawiałyśmy o przepisach na obiad, jej pracy albo o otwartej książce, która czytała. Czasami dzwoniła ze sklepu spożywczego tylko po to, aby usłyszeć: „Mamo, ile mam jeszcze kawałek kurczaka?”, a ja się śmiałam, bo pytała mnie o już wcześniej razy.
Ale w marcu połączenie ustały.
