Daniel chwycił się krawędzi niskiego krzesła; jego drobne ciało zadrżało z determinacji. Powoli – z wahaniem – puścił je i postawił pierwsze chwiejne kroki. Sala zamarła, wszystkie oczy zwrócone były na małego chłopca walczącego o równowagę.
„O mój Boże… on idzie!” wykrzyknęła Julia, podskakując.
