W wywiadzie z 2018 roku mówił o tamtym czasie na Dworcu Centralnym tak:
– Bezdomni nie mieli się czym dzielić, a się podzielili. To mnie nauczyło, że człowiek, który nic nie ma, często daje najwięcej – opowiadał w rozmowie cytowanej przez „Polska Times”.
Można powiedzieć, że to właśnie oni – bezdomni z dworca i psy z lasu – nauczyli go czegoś, co potem wyniósł na scenę i do działalności charytatywnej: ważne jest, żeby kogoś zauważyć, zanim będzie za późno.
Od biedy do sławy… i z powrotem do tych, co wciąż są na dole
Onet w tekście „Od biedy do sławy. Historia Emiliana Kamińskiego” pisze wprost: jego życie to gotowy materiał na film – od przemocowego domu, przez głód i bezdomność, po uznanie widzów i własny teatr.
Serwisy takie jak Viva, WP Film czy eDziecko zwracają uwagę na jeszcze jedną rzecz: mimo że wyszedł z biedy i osiągnął sukces, do końca życia był aktywny zawodowo i charytatywnie, jakby bał się zatrzymać. Wiedział, jak szybko można spaść na dno – widział przecież kolegów, którzy nie przeżyli ulicy.
Koniec historii, która nie powinna się udać
Emilian Kamiński zmarł 26 grudnia 2022 roku, po długiej chorobie płuc, w swoim domu w Józefowie, otoczony rodziną. Miał 70 lat.
W nekrologach pisano: aktor, reżyser, twórca Teatru Kamienica.
Ale pod spodem była jeszcze jedna, cichsza linijka, której nie ma w oficjalnych tytułach:
chłopak, który znał głód, przemoc i bezdomność, a potem całe życie próbował sprawić, żeby innym dzieciom i innym bezdomnym było choć odrobinę lżej.
To jedna z tych historii, które w teorii nie mają prawa skończyć się dobrze.
A jednak – mimo wszystkiego, co go spotkało – udało mu się nie tylko przeżyć, ale jeszcze zbudować miejsce, w którym inni mogli poczuć się jak w domu.