Takiego, jakiego nigdy wcześniej nie widziałem.
Wpłaty były skromne – dwadzieścia dolarów tu, pięćdziesiąt tam – ale sięgały czterech lat wstecz. Letnie prace. Weekendowe zmiany. Pieniądze na urodziny. Pieniądze na wakacje. Każda strona opowiadała tę samą historię: cichą stałość.
