Ciąg dalszy historii

Drzwi radiowozu zamknęły się z głuchym trzaskiem. Na podwórku zapadła cisza. Śledztwo ruszyło szybko. Agnieszka przekazała wszystkie przelewy, rachunki ze szpitali, dokumentację medyczną. Biegły ortopeda potwierdził to, czego już się domyślała — żadnego uszkodzenia kręgosłupa nie było. Symulacja. W sądzie Michał próbował grać skruszonego. Mówił o depresji, o strachu przed porażką, o kompleksach przy „silnej kobiecie”. Agnieszka słuchała bez mrugnięcia.

— Czy oskarżony przyznaje, że celowo wprowadził partnerkę w błąd w celu uzyskania środków finansowych? — zapytał sędzia. — Ja… chciałem tylko zacząć od nowa — wymamrotał. — Kosztem dziecka i dwóch kobiet? — głos sędziego był chłodny. Wyrok zapadł po kilku tygodniach. Kara pozbawienia wolności w zawieszeniu, obowiązek zwrotu środków, zakaz opuszczania kraju oraz ograniczenie praw rodzicielskich. Część pieniędzy udało się odzyskać. Nie wszystkie.

Ale coś ważniejszego wróciło do Agnieszki — poczucie własnej wartości. Kilka miesięcy później stała w pustym mieszkaniu, które właśnie kupiła. Mniejsze niż planowała. Bez wielkich okien i widoku na jezioro. Ale było jej. Katarzyna przysłała wiadomość ze zdjęciem syna nad morzem. „Jest spokojny. Dziękuję.”

Agnieszka usiadła na parapecie i przez chwilę patrzyła na miasto. Myślała o tym dniu. O windzie, która nie działała. O pomylonym piętrze. O kilku stopniach schodów, które zmieniły wszystko. Gdyby winda działała — nie usłyszałaby nic. Gdyby się nie zatrzymała — nie wiedziałaby. Czasem życie nie ostrzega. Czasem tylko psuje windę.

I każe wejść wyżej. Tym razem już wiedziała: nie wszystko, co wydaje się upadkiem, nim jest. Niektóre schody prowadzą w górę.