Minąłem go i wszedłem do środka. Z piętra dochodził odgłos pośpiesznych ruchów i urywanych szlochów. Znałem ten dźwięk — to był dźwięk strachu. Pobiegłem schodami, po dwa stopnie naraz, i bez wahania otworzyłem drzwi sypialni.
Szept córki i cisza w słuchawce: pojechałem po nią do rezydencji teściów
