To nie był wybuch śmiechu ani otwarte szyderstwo. Raczej ten miękki, pobłażliwy chichot, którym ludzie czasem przykrywają przekonanie, że już mają przewagę. Linda Parker otarła usta lnianą serwetką i spojrzała po gościach tak, jakby właśnie rzuciła niewinną uwagę.
— Cóż — powiedziała lekko. — Rachel zawsze była bardziej „biurowa”. Taka sekretarka. Ktoś przecież musi ogarniać papierologię.
