— Nie ma takiej potrzeby — odpowiedziałem.
— Wie pan… — odezwała się po chwili. — Lekarz powiedział, że wielu ludzi z bezdechem żyje latami, nie wiedząc o tym. A czasem… po prostu się nie budzą.
Spojrzała na Marka.
— Nie ma takiej potrzeby — odpowiedziałem.
— Wie pan… — odezwała się po chwili. — Lekarz powiedział, że wielu ludzi z bezdechem żyje latami, nie wiedząc o tym. A czasem… po prostu się nie budzą.
Spojrzała na Marka.
— Myślę, że gdyby nie on…
Nie dokończyła zdania. Nie musiała.
Marek zeskoczył ze stołu i podszedł do drzwi, domagając się wyjścia. Jakby uznał, że jego zadanie zostało wykonane.
Kiedy wyszli, pomyślałem po raz kolejny, że zwierzęta nie mają słów, dyplomów ani eleganckich wyjaśnień.
Ale mają coś, co my często gubimy: czujność wobec tego, co się powtarza, co nie pasuje do rytmu, co jest inne niż zwykle.
I nie zastanawiają się, czy wypada obudzić człowieka o trzeciej nad ranem.
Od tamtej pory, gdy ktoś wchodzi do gabinetu i mówi: „Mój kot zachowuje się dziwnie”, nie uśmiecham się pobłażliwie. Najpierw pytam:
— A pani… pan… jak właściwie śpi?