Mary zamilkła na chwilę, jakby

Słowa zawisły między nami. Mary westchnęła ciężko.

— Tom nie jest złym człowiekiem… tylko słabym. Po waszym rozwodzie zaczął pić jeszcze bardziej. Mówi, że jego życie skończone.

— Skończyło się, bo sam je zatracił, nie dlatego, że ja odeszłam. Mam dziecko, pracę, odpowiedzialność. On też mógł to mieć.

Mary odwróciła się do mnie nagle.

— A co powiesz synowi, kiedy zapyta, kim jest jego ojciec? Powiesz mu, że jest nieudacznikiem?

To pytanie zabolało. Przełknęłam ślinę.

— Powiem mu prawdę — że jego ojciec kiedyś był dobrym człowiekiem, ale wybrał złą drogę. I że jego matka zrobiła wszystko, by on sam nie powtórzył tych błędów.

Mary patrzyła na mnie długo, jakby nagle coś sobie przypomniała.

— Wiesz… ojciec Toma też pił. Latami. A ja udawałam, że wszystko jest dobrze. Pożyczałam pieniądze, spłacałam jego długi, kłamałam rodzinie, sąsiadom… aż pewnego dnia znaleźli go martwego pod klatką. Lekarze powiedzieli: „zawał”. Ale ja wiem, że umarł ze wstydu i z alkoholu. Może to ja nauczyłam Toma uciekać od odpowiedzialności.

Jej głos nie brzmiał już gniewnie, tylko cicho i zmęczono. Zrobiłam krok w jej stronę.

— Przykro mi, Mary. Naprawdę. Ale właśnie dlatego nie chciałam powtarzać tego samego schematu. Nie chciałam, żeby mój syn dorastał w takim domu.

Patrzyła na mnie, a w jej oczach pojawiło się coś miękkiego — może zrozumienie.

— Może masz rację… ale i tak trudno mi cię wybaczyć.

— Nie proszę o wybaczenie, Mary, — odpowiedziałam spokojnie. — Tylko o zrozumienie.

Zamilkła, po czym zapytała cicho:

— Co teraz z nim będzie? Komornik przychodzi jutro. Ja już nie mam siły walczyć.

— Będzie musiał sam stanąć na nogi. Albo poprosić o pomoc, gdzie trzeba. Ja nie mogę płacić za jego błędy.