Muzyka nagle zacięła się na wysokiej nucie. Adrian podniósł kieliszek — ten sam, który sekundę wcześniej należał do Magdaleny.
Adrian opadł z powrotem na krzesło — niemal runął. Oddychał nierówno. — Ty… — spojrzał na nią ponownie. — Zamieniłaś kieliszki. To nie było pytanie. — Sam coś do niego dosypałeś — odparła cicho.
Uśmiechnął się krzywo. — Sprytna dziewczynka. I w tym uśmiechu było tyle chłodu, że Magdalenie ścisnęło się w środku. — Ale myślisz, że ja bym… — Tak — przerwała mu. — Teraz już tak.
Spróbował coś powiedzieć… lecz nagle zaczął kaszleć. Kaszel był suchy, męczący. Goście zaczęli szeptać. — Co się dzieje? — Zbladł…
— Niech ktoś zadzwoni po karetkę! Krzysztof już stał. — Co do diabła?! Magdalena odwróciła się do niego. — Tato. On coś wsypał do mojego kieliszka.
Cisza uderzyła mocniej niż muzyka. — Co? Krzysztof spojrzał na Adriana. Ten powoli się wyprostował. — Magdalena… jesteś zmęczona. To bzdura.
— Stefan to widział. — Jaki Stefan? — Pracownik sali. Adrian przełknął ślinę. Jego spojrzenie uciekło w stronę drzwi.
— Naprawdę wszyscy zamierzacie… Przerwał mu skurcz. Znów zgiął się, chwytając blat stołu. — Cholera! Stefan podszedł bliżej.
— Mówię prawdę — powiedział głośniej niż wcześniej. — Widziałem, jak się nachylił, kiedy panna młoda wyszła. I wysypał coś z małej fiolki. Konferansjer cofnął się o krok. Goście wstawali. — Proszę wezwać policję — powiedziała spokojnie Magdalena. Adrian podniósł głowę.
— Nie masz pojęcia, w co się pakujesz. — Mam — odpowiedziała. — Teraz już doskonale. Krzysztof pobladł. — Adrian… powiedz, że to nieprawda. Adrian patrzył na niego długo.
Zbyt długo. — Myślisz, że to wszystko robiłem dla niej? — zapytał cicho. — Co znaczy „wszystko”? — spytała Magdalena. Uśmiechnął się. — Wypadek twojego pierwszego męża… myślisz, że był przypadkiem?
Przestała oddychać. — Co powiedziałeś? — Hamulce… — wypowiedział to słowo powoli. — Słaby punkt. Zwłaszcza gdy samochód jest drogi, a przeglądy robią „swoi”. Krzysztof cofnął się o krok. — Ty…
— Ja tylko pomogłem losowi — odparł spokojnie Adrian. — A potem pomogłem wam wszystkim. Magdalena poczuła, jak uginają się pod nią kolana. — Dlaczego? Spojrzał jej prosto w oczy. — Pieniądze. Kontrakty. Firma twojego ojca. A ty — w pakiecie.
— Ożeniłeś się ze mną dla interesów? — Dla kontroli. Gdzieś na zewnątrz zawyła syrena karetki. Adrian skrzywił się. — Wygląda na to, że koktajl był mocniejszy, niż planowałem.
— Co to było? — zapytał Krzysztof. — Środek uspokajający. W małej dawce — odcięcie. W większej… — wzruszył ramionami. Magdalena zamknęła oczy na sekundę. Potem je otworzyła. — Chciałeś, żebym straciła przytomność?
— Miałaś się „źle poczuć” — odpowiedział. — A jutro podpisać papiery. Już przygotowane. — Jakie papiery? — Przekazanie akcji. Pełnomocnictwo. W tej chwili drzwi się otworzyły.
Ratownicy wbiegli do sali. — Gdzie pacjent? Stefan wskazał. — Tutaj. Adrian spróbował się podnieść.
— Nie trzeba… Nie dokończył — znów się skurczył. Jeden z ratowników uklęknął obok niego. — Co pan zażył? Adrian spojrzał na Magdalenę.
— Zapytaj żony. — Nic mu nie dosypałam — powiedziała lodowato. — Wypił swój własny drink. Ratownik zmarszczył brwi. — Policja już jedzie. Magdalena wyprostowała się.
— I bardzo dobrze. Adrian zaśmiał się cicho, słabo. — Myślisz, że wygrałaś? — Nie — odparła. — Myślę, że przeżyłam. Policja pojawiła się kilka minut później.
Kajdanki zatrzasnęły się szybko. Kiedy go wyprowadzali, Adrian obejrzał się przez ramię. — Powinnaś była być wygodniejsza. Magdalena spojrzała mu w oczy. — A ty nie powinieneś był dotykać mojego kieliszka.
Nie odpowiedział. Krzysztof stał obok, opierając się o stół. — Magdalena… Ujęła go za rękę. — Tato… już po wszystkim.
Skinął głową. Stefan podszedł bliżej. — Bałem się, że mi nie uwierzysz. — Uratował mi pan życie — powiedziała. Rozejrzała się po sali.
Goście stali w ciszy. Tort weselny pozostał nietknięty. Białe kwiaty na stołach wyglądały obco. Magdalena zdjęła welon.
I po raz pierwszy tego wieczoru poczuła nie strach. Lecz ulgę. Ta historia nie skończyła się ślubem. Tylko wolnością.