— Wstawaj. Natychmiast. W salonie coś zaszeleściło — nie skrzypnęło łóżko, nie rozległo się jęknięcie, tylko szybki, zirytowany ruch. — Tomasz, co ty wyprawiasz… — głos Krystyny zadrżał, ale inaczej niż wcześniej. Była w nim stal. Natalia wyszła na korytarz i oparła się o ścianę. Serce biło równo, dziwnie spokojnie — jakby to, co najgorsze, już się wydarzyło. — Powiedziałem: wstawaj.
— Boli mnie… lekarze… sam widziałeś… — Widziałem nagranie. Zapadła cisza. Długa. A potem — krótki, suchy śmiech.
