Rodzinne kolacje w domu rodziców Marcusa zawsze były próbą. Długi, lakierowany stół był nakryty ostentacyjnym luksusem, kryształowymi kielichami wypełnionymi cierpkim czerwonym winem i napiętymi, dopracowanymi uśmiechami ludzi, którzy od lat gromadzili urazy. Anna zawsze czuła się tu jak outsider, eksponat w muzeum, który należy obserwować i po cichu oceniać.
Podczas kolacji z rodziną uderzył ją, ale nie wziął pod uwagę, że ona była gotowa na ten moment…
Dzisiejszą imprezą były urodziny ojca Marcusa, Arthura, surowego człowieka o władczej obecności i nieustępliwym spojrzeniu. Był ucieleśnieniem władzy i konserwatywnych wartości. Matka Marcusa, Eleanor, wydawała się miękka i uległa, ale pod tą delikatną fasadą tkryła stalowa wola i mistrzowska umiejętność manipulowania wszystkimi wokół niej.
Jedzenie było wyśmienite, ale atmosfera była dusząca. Rozmowa krążyła całkowicie wokół Marcusa – jego sukcesów w pracy, jego perspektyw, jego planów na przyszłość. Niewiele mówili o Annie, od czasu do czasu wypowiadając zdawkowy komplement na temat jej wyglądu lub cichego zachowania. Zrobiła wszystko, co w jej mocy, aby odegrać swoją rolę, uśmiechając się i kiwając głową we wszystkich właściwych miejscach, duch na ich uczcie.
Jej mąż, Marcus, był w swoim żywiole. Był przystojny, odnoszący sukcesy i przyzwyczajony do powszechnego podziwu. Anna przypomniała sobie, z przytłokiem smutku, jak kiedyś zakochała się w tym obrazie – jego sile, jego charyzmie. Ale z czasem ta siła przekręciła się w kontrolę, a jego charyzma stała się maską tyranii.
Nagle napięta cisza została rozbita przez ostry dźwięk tłuczenia szkła. Anna niezdarnie przewróciła swój kieliszek wina. Czerwone wino skrwawiło na nieskazitelny biały obrus, groteskowa, rozrzucająca się plama.
„Ostrożnie”, syknął Marcus, a jego oczy błyszczały zimnym ogniem. „Czy to niemożliwe, żebyś nie był taki niezdarny?”
Anna poczuła gorący przyciek wstydu wkradający się po jej szyi. Próbowała przeprosić, ale słowa złapały jej się w gardle.
„Marcus, kochanie, nie zaczynaj,” Eleanor próbowała wygładzić sprawy. „To może się zdarzyć każdemu.”