W dniu mojego ślubu mama

Ścisnął moją dłoń. „Ślubne emocje. To normalne”.

Ale coś w mojej piersi mówiło mi, że to nie jest normalne. Coś mówiło, że moja mama nie płacze ze szczęścia.

Podczas koktajlu obserwowałem, jak krąży gdzieś na uboczu rozmów. Zawsze sama, zawsze obserwując mojego ojca, jak pracuje w sali. Raz wyciągnęła rękę, żeby dotknąć jego ramienia, a on ją strząsnął, nawet na nią nie patrząc.

„Nie teraz, Helen.”

Trzy słowa, wypowiedziane tak, jakby była muchą bzyczącą w pobliżu jego szampana.

Powoli i ostrożnie cofnęła rękę, jakby nauczyła się robić siebie małą.

Powinienem był wtedy do niej pójść. Nie zrobiłem tego.

Tego będę żałować do końca życia.

Przyjęcie zaczęło się o 19:00, a o 20:00 mój ojciec był już pijany. Nie pijany do nieprzytomności – Richard Donovan nigdy by się tak nie ośmieszył – ale taki, w którym jego głos stawał się coraz głośniejszy, opowieści coraz dłuższe, a prawda giętka.

Widziałem, jak zaczepia Harolda Mercera w pobliżu wieży Dom Pérignon, gestykulując szeroko kieliszkiem szampana.

„Piętnaście milionów przychodu w zeszłym roku” – usłyszałem. „Rozwijamy się w segmencie komercyjnym. Nadchodzą wielkie rzeczy”.

Wiedziałem na pewno, że jego firma zarobiła może trzy miliony. Może.

Twarz Harolda pozostała uprzejmie neutralna, ale zobaczyłem, że wymienił spojrzenie z Catherine — takie spojrzenie wymieniają małżonkowie, gdy oboje myślą o tym samym, ale nie chcą tego powiedzieć.

„Twój ojciec wydaje się być entuzjastycznie nastawiony” – powiedziała Catherine, pojawiając się obok mnie przy stole z deserami.

Chciałem przeprosić, wyjaśnić, w jakiś sposób odciąć się od spektaklu, który odbywał się po drugiej stronie sali.