Sekunda. Druga. Słyszałam własny oddech i czułam, jak chłód płytek wspina się wyżej — do kolan, brzucha, piersi.
— Przelewu nie będzie — powiedziałam w końcu cicho, ale tak wyraźnie, że nawet Małgorzata nie zapytała „słucham?”.
Paweł gwałtownie odwrócił głowę.
— Ania…
— Nie — podniosłam dłoń, nawet na niego nie patrząc. — Poczekaj. Chcę dokończyć.
Małgorzata zmrużyła oczy. W jej spojrzeniu pojawiło się coś nowego — irytacja kogoś, komu nagle przestał działać sprawdzony mechanizm nacisku.
— Jesteś pod wpływem emocji — powiedziała chłodno. — To niekonstruktywne.
— Wprost przeciwnie — poczułam, że głos mi twardnieje. — Po raz pierwszy od dawna jestem całkowicie spokojna.
Zrobiłam krok w jej stronę. Teraz dzielił nas nie więcej niż metr.
— Przyszła pani do mojego domu. Do mieszkania, które jest zapisane na mnie. Została pani z wnukiem z własnej inicjatywy — bez umowy, bez „podpisu”, bo jest pani babcią. A teraz żąda pani pieniędzy, jakby świadczyła płatną usługę obcej osobie.
Małgorzata uśmiechnęła się, ale uśmiech był napięty.
— Nie dramatyzuj. W Europie, swoją drogą, tak to właśnie działa. Rodzina rodziną, a granice granicami.
— Świetnie — skinęłam głową. — To zróbmy po europejsku. Z granicami.
Weszłam do salonu i wzięłam z biurka szarą teczkę.