– Gdzie jest mój chłopczyk?! –

– Proszę usiąść, – przesunęłam stołek. – Opowiem pani, jaki z niego „złoty chłopiec”.Pierwszy sygnał pojawił się trzy miesiące temu. Łukasz zaczął wracać coraz później — raz „pilny raport”, raz „przeciągające się zebranie”. Pracuję w księgowości w sąsiednim biurze, więc dobrze wiem, kiedy oni mają zebrania.

A potem zaczęły się „firmowe integracje”. Co piątek. Wracał nad ranem, pachnąc nie wódką, tylko tanimi, słodkawymi perfumami. Milczałam. Alicja zdawała egzaminy — awantury były jej niepotrzebne.

– Mamo, dlaczego tata śpi w gościnnym? – zapytała któregoś wieczoru.

– Bo za głośno chrapie.

– Wcześniej ci nie przeszkadzał?

Dzieci wszystko czują. Ale ja się trzymałam. Myślałam — minie mu. Kryzys wieku średniego, bywa. Najważniejsze — utrzymać rodzinę.

Franciszkę znałam. Rozwiodła się rok temu, powiększyła usta, zrobiła lifting, zaczęła kręcić się pod blokiem, zagadując każdego faceta — raz hydraulika, raz kogoś z zakupami. Faceci lecieli jak pszczoły do miodu.

Łukasz też pomagał. Mebel skręci, karnisz zawiesi. Jeszcze żartowałam: