– Proszę usiąść, – przesunęłam stołek. – Opowiem pani, jaki z niego „złoty chłopiec”.Pierwszy sygnał pojawił się trzy miesiące temu. Łukasz zaczął wracać coraz później — raz „pilny raport”, raz „przeciągające się zebranie”. Pracuję w księgowości w sąsiednim biurze, więc dobrze wiem, kiedy oni mają zebrania.
A potem zaczęły się „firmowe integracje”. Co piątek. Wracał nad ranem, pachnąc nie wódką, tylko tanimi, słodkawymi perfumami. Milczałam. Alicja zdawała egzaminy — awantury były jej niepotrzebne.
– Mamo, dlaczego tata śpi w gościnnym? – zapytała któregoś wieczoru.