– Gdzie jest mój chłopczyk?! –

– Uważaj, żebyś się nie złapał na haczyk.

– Co ty, – śmiał się. – Ona przecież pusta lalka.No tak. „Pusta lalka”, która doskonale wiedziała, jak owinąć sobie faceta wokół palca. Najpierw drobne prośby, potem „oj Łukasz, tak się pan zmęczył, napije się pan herbaty”… Od herbaty do łóżka — jeden krok.

Małgorzata słuchała, wczepiona w blat stołu tak mocno, że pobielały jej kostki palców.

– To niemożliwe… Łukasz jest taki domowy, on by nie…

– A jednak. – Podałam jej szklankę wody. – Pani „domowy chłopczyk” teraz u Franciszki myje podłogi i nosi jej zakupy. Widziałam go wczoraj — pięć siatek dźwigał.

Miesiąc temu wróciłam wcześniej z pracy. Bolała mnie głowa, więc poprosiłam o wyjście. Przekręciłam klucz cicho — myślałam, że może śpi po nocnej zmianie.

W sypialni faktycznie ktoś był. Tylko że… nie spał. I nie był sam.

Stałam w drzwiach, patrząc na nagi tyłek własnego męża i przerobione, jędrne pośladki Franciszki. A co było najgorsze? Że robili to na naszym łóżku. W naszej sypialni. A na szafce nocnej — nasze ślubne zdjęcie.

Nie zrobiłam awantury. Poszłam do kuchni, wzięłam żeliwną, babciną patelnię… i walnęłam nią o podłogę z całej siły.

Wyskoczyli jak sparzeni. Franciszka w prześcieradle, Łukasz — zakładając bokserki na odwrót.