Halina promieniała jak reflektor na scenie

— Karolinko, co ty… przecież mieliśmy… telewizor… — Mieliśmy — powiedziała wolno Karolina — że będę kupować drogie prezenty. A potem będą one… przekazywane dalej. Twojej córce. Albo psu. Albo komukolwiek uznasz za stosowne. Ktoś z gości zakaszlał nerwowo. Łukasz pobladł. — Karolina… nie teraz… — Teraz — przerwała mu. — Najlepszy moment.

Nie odrywając wzroku od Haliny, mówiła dalej: — Planetarny mikser. Ten wiśniowy, który dałam ci dziesięć dni temu. Teraz stoi w kuchni Moniki. Monika zerwała się z krzesła. — Zwariowałaś?! — Zestaw garnków — kontynuowała Karolina. — Po miesiącu znalazł się u niej. — Przestań!

— I koc. Którym teraz przykrywa się pies. Po sali przeszedł szept. — Karolina! — oburzyła się Halina. — Jak ty się odzywasz?! Przy ludziach?! — Mówię prawdę. — Ja dysponuję tym, co dostałam! — podniosła głos teściowa. — Mam do tego prawo! — Oczywiście, że masz — skinęła głową Karolina. — Ale wtedy nazwijmy rzeczy po imieniu. To nie są prezenty dla ciebie. To jest pomoc dla Moniki. Tylko że przechodzi przez moje ręce.

Monika poczerwieniała. — Oskarżasz mnie?! — Stwierdzam fakt. — Zazdrościsz! — krzyknęła. — Ty masz wszystko, a ja mam dwoje dzieci! — Ja mam pracę — odparła spokojnie Karolina. — I to ja decyduję, na co wydaję swoje pieniądze. Halina rozłożyła ręce.

— Co za niewdzięczna synowa! Przyjęliśmy cię do rodziny! — A ja ją utrzymuję — powiedziała Karolina tym samym tonem. Zapadła ciężka cisza. Łukasz wstał. — Dość! — wyrwało mu się. — Dość tego! — Nie — przerwała mu Karolina. — Ty milczałeś, kiedy trzeba było mówić. Kiedy twoja mama rozdawała moje prezenty. Kiedy wiedziałeś — i nie powiedziałeś mi. Teraz moja kolej.

Znowu spojrzała na Halinę. — Tym razem zrobiłam prezent sobie. Zatrzymałam pieniądze. I nerwy. Teściowa aż się zachłysnęła. — To znaczy, że nic nie przyniosłaś?! — Przyniosłam — powiedziała Karolina i sięgnęła do torebki. Łukasz drgnął — w jego oczach pojawiła się nadzieja.

Karolina wyjęła złożoną kartkę i podała ją Halinie. — Listę. — Jaką listę? — Wszystkich prezentów, które kupiłam w ciągu ostatnich dwóch lat. I informacji, gdzie się teraz znajdują. Goście patrzyli jak na teatr. Halina zerknęła… i zbladła. — To…

— Modele, daty, kwoty — doprecyzowała Karolina. — Lubię porządek. Monika rzuciła się w jej stronę: — Oddaj! — Siadaj — powiedział nagle Łukasz ostrym tonem. Wszyscy spojrzeli na niego. — Mamo… — odezwał się cicho. — To prawda? Halina milczała.

— Mamo? — No… ja… myślałam, że Monice bardziej potrzeba… — A Karolinie? — zapytał. Halina podniosła wzrok. — Karolina… ma wszystko… Karolina uśmiechnęła się krzywo.