Marcus poczuł, jak stare obawy próbują go sparaliżować.
Strach przed władzą.
Strach przed konsekwencjami.
Strach przed tym, co się stanie, gdy wyzwał się publicznie na walkę.
Marcus poczuł, jak stare obawy próbują go sparaliżować.
Strach przed władzą.
Strach przed konsekwencjami.
Strach przed tym, co się stanie, gdy wyzwał się publicznie na walkę.
Jednak trucizna spaliła coś czysto wewnątrz niego.
Marcus wysunął się do przodu jak ostrze wychodzące z pochwy.
„Puść ją,” powiedział.
Ryan zamarł.
Jego głowa błyskawicznie zwróciła się w stronę Marcusa.
Kolor opuścił twarz Ryana tak szybko, jakby pokój ukradł mu ją.
„Ty—” Ryan jąkał się. „To niemożliwe.”
Marcus nie dał mu czasu na zebranie się.
Uderzył Ryana w szczękę.
Złamanie było surowe i niepodważalne.
Ryan upadł ciężko na podłogę.
Korytarz wybuchł: gasping, krzyki, kroki rozbiegające się.
Bezpieczeństwo pojawiło się, za późno.
Telefony uniosły się jak pole świetlistych oczu.
Ryan trzymał się za szczękę, wściekłość zmieniającą jego wyraz twarzy. „On mnie zaatakował!” krzyknął, szukając sojuszników.
Następnie pojawiła się Wereny.
Idealna jak zawsze, aż do momentu, gdy jej oczy spoczęły na Marcusie.
Jej uśmiech pękł na brzegach.
„To nieporozumienie,” powiedziała szybko, zbliżając się do niego, sięgając po jego ramię, jak gdyby czułość mogła naprawić rzeczywistość.
Mężczyzna stanął między nimi.
Nie ochroniarz.
Agent federalny.
Podniósł nakaz.
„Wereny Hail,” powiedział agent, głos jednorodny, „jesteś aresztowana za spisek i usiłowanie morderstwa.”
Sala balowa zdawała się wstrzymywać oddech.
Wyraz twarzy Wereny znikł z koloru. Jej usta się otworzyły, ale żaden dźwięk nie wyszedł.
Ryan próbował wstać, wściekłość zastępując zaskoczenie. „Nie możesz—”
Kolejny agent narzucił mu kajdanki, nim dokończył kłamstwo.
Kapitan Reed pojawił się na skraju tłumu, jego twarz była napięta, pot lśnił na jego skroni.
Agent ruszył w jego stronę również.
„Kapitan Daniel Reed,” powiedział agent, „jesteś aresztowany za łapownictwo i utrudnianie sprawiedliwości.”
Oczy Reeda błysnęły w stronę Marcusa, zdrada w nich przypominała wyznanie.
Marcus nie czuł satysfakcji.
Czuł coś spokojniejszego.
Jakby drzwi zamknęły się za pokój, w którym niemal zginął.
Marina stała w pobliżu, trzęsąc się, łzy spływały po jej policzkach.
„Powiedziała mi, żebym przyniosła te suplementy,” wykrzyknęła Marina, głos pękający pod presją. „Powiedziała, że to, aby mu pomóc zasnąć. Kazała mi nie zadawać pytań.”
Kamery pożerały milczenie Wereny.