Marcus przełknął, czując, jak słowa osiadają w nim jak coś solidnego.
Kiwnął głową.
„Zrobię to,” obiecał.
Marcus przełknął, czując, jak słowa osiadają w nim jak coś solidnego.
Kiwnął głową.
„Zrobię to,” obiecał.
Głos Aishy złagodniał, prawie niezauważalnie. „A może… nie pij nic zielonego, jeśli nie widziałeś, jak to powstaje.”
Marcus pierwszy raz zaśmiał się szczerze, dźwięk był szorstki, ale szczery.
„Zamówię słodką herbatę,” powiedział.
„Mądra decyzja,” odpowiedziała Aisha.
Jechały dalej, nie w kierunku pałacu, nie w kierunku nagłówka, ale w kierunku małej restauracji z ciepłymi światłami i autentyczną muzyką, oraz jedzeniem, które nie udawało, że jest czymkolwiek innym.
Na zewnątrz świat kręcił się dalej, łaknący opowieści.
Ale w wnętrzu tego zniszczonego sedana Marcus w końcu zrozumiał, co oznacza prawdziwe bogactwo:
Drugą szansę wygraną prawdą, i ofiarowaną przez kogoś, kto nie potrzebował jego pieniędzy, aby uznać jego człowieczeństwo.
Czasami ludzie, którzy kochają cię głośno, nie są tymi, którzy cię naprawdę kochają.
Czasami najprawdziwsza lojalność pochodzi od osoby, którą ledwo zauważyłeś, aż stała się powodem, dla którego nadal żyjesz.
A czasami, jeśli masz szczęście, możesz zbudować nowe życie z ruin, nie na władzy, nie na krwi, lecz na czymś prostszym.
Coś czystego.
Aisha skręciła w boczną uliczkę, znak restauracji świecił z przodu.
Marcus spojrzał na światło i wziął głęboki oddech jak człowiek uczący się, jak być znów żywym.
„Gotowy?” zapytała Aisha.
Marcus kiwnął.
„Po raz pierwszy,” powiedział, „naprawdę jestem gotowy.”