Milioner Wrócił do Domu Wcześnie

Otworzyła drzwi szafy na tyle, aby się wydostać. Marcus podążył za nią, jego serce biło jakby chciało się wydostać.

Korytarz wyglądał tak samo, jak zawsze. Kremowe ściany, ramki na obrazach, które Marcus kupił, bo pasowały do mebli, a nie dlatego, że miały jakiekolwiek znaczenie. Kwiatowa kompozycja na stole. Cicha elegancja domu stworzonego, by zaimponować.

Nic nie wyglądało na morderstwo.

Aisha poruszała się szybko, jej kroki były pewne. Nie skierowała się w stronę głównych schodów, poprowadziła go przez korytarz dla służby, minęli schowek z pościelą, spiżarnię, kuchnię tylną, która zawsze pachniała lekko cytrusowo.

Umysł Marcusa wciąż próbował odnaleźć porządek.

  • Wezwać ochronę.
  • Wezwać policję.
  • Skontaktować się z kapitanem Reedem.

Sięgnął po telefon, a Aisha złapała go za rękę.

„Zostaw go,” syknęła.

„Co ty robisz?” Marcus szeptał. „Aisha, mogę—”

Przerwała mu spojrzeniem. Nie z gniewem. Nie z brakiem szacunku.

Oczy kogoś, kto dawno już nauczył się, że władza nie zawsze chroni.

„Twój telefon wskaże im, gdzie jesteś,” powiedziała. „A twoja ochrona? Twój przyjaciel kapitan?” Jej usta się zacięły. „Kupił.”

Marcus patrzył na nią jakby posługiwała się obcym językiem. „Reed jest mi wierny.”

Aisha zaśmiała się krótko, gorzko. „Jest wierny temu, kto płaci. Twój brat nie tylko cię otruł, Marcus. Kupił też wyjścia.”