Milioner Wrócił do Domu Wcześnie

Nie „czysto zamożnie”, gdzie ekipa sprzątająca usuwa jakiekolwiek ślady ludzkiej egzystencji.

To było inne czyste. Czyste, które mówiło: „Nie kontroluję świata, ale kontroluję to, co przekracza moją bramę.”

Aisha zamknęła drzwi z dwoma głośnymi kliknięciami, a potem sprawdziła okna, a następnie tylną drzwi.

„Usiądź,” powiedziała.

Marcus próbował się sprzeciwić, próbował stać wyprostowany, próbował przywołać postawę, którą nosił w salach konferencyjnych.

Jego ciało go zdradziło.

Kolana się ugięły. Ciepło wdarło się za oczy. Pokój się przechylił.

Aisha złapała go, zanim upadł na podłogę, zaskakując go swoją siłą.

„Powoli,” wymamrotała, prowadząc go do wąskiego kanapy. „Jesteś tutaj bezpieczny.”

Słowo **bezpieczny** brzmiało obco.

W jego pałacu, otoczonym marmurem i strażnikami, pił śmierć z kryształowej szklanki.

Teraz, w domu z trzeszczącym wentylatorem i wypłowiałymi meblami, mógł wreszcie oddychać.

Aisha poruszała się z celem. Gotowała wodę. Złożyła koc. Przyłożyła chłodną ściereczkę do jego czoła.

Marcus przemykał w stan nieprzytomności, wykręcając się w wysokiej gorączce.

W zamroczeniu, głos Wereny wciąż wracał.

„Zwiększyłam dawkę w jego zielonym soku.”