Milioner Wrócił do Domu Wcześnie

Śmiech Ryana.

„Zaraz upewnię się, że go nie będzie dzisiaj wieczorem.”

Marcus zbudował imperium na liczbach, na kontraktach, na ludziach uśmiechających się, gdy czegoś pragnęli.

Ale nic, co działo się w salach konferencyjnych, nie przygotowało go na okrucieństwo bliskości.

Uświadomił sobie, że zdrada nie zawsze ogłaszała siebie wystrzałami fajerwerków.

Czasami przychodziła nosząc perfumy twojej żony.

W pewnym momencie udało mu się wydobyć z siebie stłumiony szept. „Dlaczego?”

Aisha zatrzymała się, ścierka w ręku, spojrzenie skupione na nim.

„Dlaczego mi pomagasz?” wymusił. „Mogłaś po prostu… odejść.”

Głos Aishy był cichszy, ale nie nosił współczucia. Niósł determinację, jak ktoś, kto dawno temu nauczył się, że przetrwanie nie jest prezentem.

„To złe,” powiedziała prosto. „I dlatego nikt nie zasługuje na śmierć we własnym domu, gdy potwory nazywają to miłością.”

Marcus zamknął oczy, w sercu coś pękło.

Nie jego duma.

Coś głębszego.

Wiara, że świat ma sens.