MOJE „ZŁOTE DZIECKO” SPRZEDAŁO

„Nikt nie chce twoich starych rzeczy, tato” – powiedziała. „Ciągle gubisz rzeczy”.

„To należało do twojej matki” – powiedziałem. Gardło mi się ścisnęło. „To była jedyna rzecz, którą zachowałem”.

„W takim razie powinieneś był zachować większą ostrożność.”

Patrzyłem, jak sieka seler na drobne, brutalne kawałki, i poczułem, jak coś w mojej piersi robi się zimne. Nie gorąca, wściekła złość – zimno, jak powietrze w domu tuż przed rozpętaniem się pustynnej burzy.

„Jennifer” – powiedziałem cicho. „Muszę wiedzieć, co się z nim stało”.

Po raz pierwszy odłożyła nóż i odwróciła się do mnie. W jej oczach nie było ani krzty ciepła. Może od lat go nie było, a ja po prostu nie chciałem go widzieć.

„Dobra” – powiedziała. „Sprzedałam. W lombardzie Desert Something na Thomas Road. Potrzebowaliśmy ośmiuset dolarów na Hawaje. Odmówiłeś, kiedy pytałam, więc znalazłam inny sposób”.

Słowa zawisły między nami, dziwne i ciężkie.

„Co?” wyszeptałam.

„Potrzebowaliśmy pieniędzy” – powiedziała, wzruszając ramionami. „Po prostu tam leżały. Nigdy ich nie nosiłeś. Mama odeszła”.

Z salonu Michael zawołał, nie odrywając wzroku od telewizora: „Po prostu tam stał, Wilbur. Martwi nie potrzebują biżuterii”.

Sięgnął po kolejną garść chipsów, a okruszki spadły na moją kanapę niczym konfetti.

Na schodach Amber roześmiała się tym jasnym, pustym dźwiękiem, który zawsze wydawał się nieco odbiegać od autentycznej radości. „Dziadku, dramatyzujesz” – powiedziała. „To tylko naszyjnik. Mama kupiła nam wspaniałe wakacje”.