Elena szybko chwyciła kopertę ze stołu.
Na rocznicę ślubu mąż podarował
– Nic, Wiero. Po prostu omawiamy… sprawy zawodowe.
– W dzień wolny? – Wiera zmrużyła oczy, demonstrując przenikliwość odziedziczoną po ojcu. – Dobra, nie chcecie mówić, to nie. Idę do Katii, miałyśmy iść do kina.
Kiedy córka wyszła, Elena osunęła się na krzesło.
– Gdzie jest Andriej?
– U Pawłowów. Zabrali go po piłce, zostanie u nich na noc – Nikołaj sięgnął po butelkę i dolał sobie szampana. – Zabawnym trafem właśnie obchodzimy piętnaście lat małżeństwa, a ja dopiero co się dowiedziałem, że przez dziesięć lat wychowywałem cudze dziecko.
– On nie jest cudzy! – Elena zerwała się. – Jak możesz tak mówić? Jesteś jego ojcem, trzymałeś go na rękach, kiedy się urodził, uczyłeś go jeździć na rowerze, ty…
– Myślałem, że jest mój! – Nikołaj z impetem odstawił kieliszek, a szampan rozlał się na obrus. – A teraz już nie wiem, co myśleć. Kim on jest, Leno? Czyim synem?
– Moim i twoim. Naszym synem. Z tym testem musiała być jakaś pomyłka.
– Trzy razy sprawdzałem, Leno. Trzy! Nie chciałem wierzyć w pierwszy wynik.
Elena poczuła, jak ziemia usuwa się jej spod nóg.
– Kiedy zacząłeś wątpić? Dlaczego w ogóle zrobiłeś ten test?