Po słowach Anny w pokoju zapadła taka cisza, że wszyscy słyszeli własny oddech. Maria mrugała nerwowo, jakby próbowała poukładać sobie w głowie to, co usłyszała. Zofia bladła i czerwieniała na przemian, a jej narzeczony wiercił się niespokojnie na krześle, nie wiedząc, gdzie patrzeć.
— Jak to… wszystko należy do Piotra? — w końcu wydusiła Maria. — To znaczy i mieszkanie, i samochód?
