Sophie wyszła z kuchni za hrabiną, starając się zachować nienaganną postawę, tak jak uczyła ją babcia: „Jeśli ktoś patrzy na ciebie z góry, to tylko dlatego, że ty sama stoisz wyżej.” Mimo to czuła, jak serce bije jej szybciej z każdą chwilą — jakby każdy krok przybliżał ją do czegoś nieodwracalnego.
Wielka sala lśniła złotem. Kryształowe żyrandole rozlewały światło po ścianach, powietrze nasycone było aromatem szampana i białych róż. Lokaje poruszali się bezszelestnie między gośćmi, a kwartet smyczkowy na galerii grał cicho Vivaldiego. Wszyscy oczekiwali rozpoczęcia części oficjalnej.
