W czwartkowe popołudnie, zupełnie niespodziewanie, Klaudia pojawiła się w salonie. Nie z kwiatami. Nie z uśmiechem. Z chłodnym spojrzeniem i tonem, który sprawił, że cała sala zamarła.
— Przepraszam za najście, — powiedziała lodowato. — Ale najwyższy czas postawić sprawy jasno.
