W kolejnych dniach Elizabeth wyglądała…

Zrozumiałam, że rodzina to nie krew. To ci, którzy zostają, kiedy reszta odchodzi.

Jeśli kiedyś będziesz miała wnuczkę, powiedz jej, że kochałam morze. Ale bardziej niż morze — wolność wyboru, gdzie zakotwiczyć duszę.”

Usiadłam na łóżku, trzymając busolę w dłoni. Igła drżała, wskazując kierunek, którego nie potrafiłam jeszcze nazwać.

Wiosną wreszcie odważyłam się spełnić jej ostatnie życzenie. Pojechałam nad morze, tam, gdzie horyzont rozpuszcza się w wodzie. Otworzyłam małą urnę i pozwoliłam wiatrowi ponieść jej prochy. Fale przyjęły je cicho, jak coś, co znały od zawsze.

Zostałam na plaży aż do zmroku. W świetle księżyca wydawało mi się, że widzę Elizabeth idącą brzegiem — młodą, z białą chustą, tak jak na fotografii.