Zrozumiałam, że rodzina to nie krew. To ci, którzy zostają, kiedy reszta odchodzi.
Jeśli kiedyś będziesz miała wnuczkę, powiedz jej, że kochałam morze. Ale bardziej niż morze — wolność wyboru, gdzie zakotwiczyć duszę.”
Usiadłam na łóżku, trzymając busolę w dłoni. Igła drżała, wskazując kierunek, którego nie potrafiłam jeszcze nazwać.
Wiosną wreszcie odważyłam się spełnić jej ostatnie życzenie. Pojechałam nad morze, tam, gdzie horyzont rozpuszcza się w wodzie. Otworzyłam małą urnę i pozwoliłam wiatrowi ponieść jej prochy. Fale przyjęły je cicho, jak coś, co znały od zawsze.