W kolejnych dniach Elizabeth wyglądała…

Po powrocie do miasta zaczęłam uczyć w małej szkole. Dzieci często przychodziły boso, ale ich oczy błyszczały ciekawością. Pewnego dnia jedna z dziewczynek przyniosła mi polny kwiat.

— Proszę pani, babcia mówi, że dobrzy ludzie nie umierają. Tylko przeprowadzają się do serc innych.

Uśmiechnęłam się. Wtedy zrozumiałam, że Elizabeth naprawdę nigdzie nie odeszła.

Kilka miesięcy później znalazłam w skrzynce na listy kopertę bez nadawcy. W środku była tylko jedna zdanie, napisane niebieskim atramentem:

„Widzieliśmy bibliotekę w jej rodzinnej wiosce. Dzieci tam czytają. Dziękujemy.”

Za oknem padał lekki deszcz. Na biurku busola znów drżała, wskazując północ.

I wiedziałam, że dokądkolwiek pójdę, mój kierunek już zawsze będzie ten sam — tam, gdzie miłość się nie dziedziczy, lecz uczy.