Wyniosłam dziadka na rękach, nie czując ani zimna, ani bólu w plecach — tylko gniew. Czysty, ostry, krystaliczny. Był zbyt lekki. I to przerażało mnie najbardziej.
— Już dobrze, dziadku — szeptałam, idąc po skrzypiącym śniegu w stronę samochodu. — Już nigdy tu nie wrócisz. Obiecuję.
