Czarnoskóra dziewczyna codziennie przynosiła śniadanie starszemu mężczyźnie — aż pewnego dnia przed jej drzwiami stanęli oficerowie wojska

Następnego dnia pani Carter, szefowa kuchni w szpitalu, zauważyła, że Aaliyah nic nie je. Wcisnęła jej porcję makaronu w ręce.
— Zjedz to. Nie chcę, żebyś zemdlała na mojej zmianie. On jest człowiekiem — rozumiem. Ale wiesz co? Ty też jesteś człowiekiem.

Dwa tygodnie później George zniknął. Aaliyah stała z kanapką i termosem, rozglądając się po pustym chodniku. Kartonu nie było. Worka nie było. Szukała go wszędzie — w schroniskach, w szpitalach. Nic. Siódmego dnia zostawiła papierową torbę z wiadomością na jego miejscu: Mam nadzieję, że wszystko w porządku. A.

Tego popołudnia wrócił. Chudszy, z zapadniętą twarzą.
— George! — przykucnęła obok niego. — Gdzie pan był?
— Miałem atak. — jego głos był bardziej chrapliwy niż zwykle. — Teraz jest dobrze.
Zauważył, że patrzy na jego dłoń. Świeża blizna ciągnęła się przez grzbiet ręki — różowa, chirurgicznie czysta. Szybko opuścił rękaw. Wyciągnął z kieszeni kurtki zapieczętowaną kopertę. Białą, lekko pogniecioną, z adresem zapisanym niepewnym pismem.
— Jeśli coś mi się stanie — powiedział cicho — musi to pani wysłać. Obieca mi pani?
Aaliyah wzięła kopertę. Była cięższa, niż się spodziewała.
— Obiecuję.

Dwa tygodnie później George się osunął. Aaliyah właśnie podawała mu kawę, gdy jego ręka zaczęła gwałtownie drżeć. Termos upadł na ziemię. Próbował coś powiedzieć, ale słowa były niewyraźne. Oczy wywróciły się do tyłu i upadł.
— Ktoś niech zadzwoni po karetkę! — krzyknęła.