Motocykliści za jego plecami wyprostowali się. Ich obecność była ciężka i niepodważalna.
Ton menedżera zachwiał się, gdy Rex ruszył w jego stronę – nie szybko, lecz z takim spokojem, że arogancja mężczyzny zaczęła topnieć.
Rex nie podniósł głosu. Powiedział tylko, że krzywdzenie słabszych nie czyni nikogo silnym. Czyni go żałosnym.
Menedżer próbował się odgryźć, ale jedno spojrzenie na tuzin motocyklistów stojących za Rexem wystarczyło, by zamilkł.
Wybiegł, przeklinając, z urażoną dumą, a drzwi zatrzasnęły się za nim z hukiem.
Przez dłuższą chwilę nikt się nie odezwał.