Nie podniósł szklanki. Zamiast tego wstał — szybko i zdecydowanie. Chłopiec odskoczył przestraszony.
— Spokojnie — powiedział Edward łagodnym tonem. — Zrobiłeś dobrze.
Sięgnął do płaszcza, wyjął telefon i zadzwonił do asystentki.
— Proszę natychmiast zamknąć kawiarnię i wezwać ochronę.
W ciągu kilku minut zapanował chaos. Ochroniarze stanęli przy wejściach. Goście byli zdezorientowani. Kobieta, która podała napój, zniknęła. Monitoring pokazał, jak opuszcza lokal tylnym wyjściem — dwie minuty przed alarmem.
Nienaruszona szklanka Edwarda trafiła do laboratorium. Chłopca zaprowadzono wraz z Edwardem i dwoma ochroniarzami do cichego biura.
— Jak masz na imię? — zapytał Edward.
Chłopiec zawahał się.
— Zion.
— Gdzie są twoi rodzice?
— Mama pracuje… czasem sprząta na górze. Każe mi siedzieć w kącie, kiedy myje korytarz.
Opowiedział, jak widział kobietę wlewającą coś do soku.