Bliźniacy płakali coraz głośniej. Kobieta stojąca z tyłu zaczęła się skarżyć:
– To supermarket, nie przytułek. Proszę się pospieszyć.
Młody ojciec zaczerwienił się, spojrzał na synów, potem na mleko – i drżącymi rękami odłożył je na ladę.
Kara przez kilka sekund nie mogła się poruszyć. Nagle wróciło wspomnienie z dzieciństwa – jej matka odkładająca torebkę ryżu przy kasie, bo brakowało pieniędzy. Upokorzenie. Głód. Ciche łzy.
Zadziałała bez wahania.
Zostawiła wózek, podeszła do kasy, wzięła mleko, zapłaciła kartą. Bez słowa uklękła przed bliźniakami, podała mleko ojcu i włożyła mu do ręki biały kopertę.
– Wesołych Świąt – powiedziała, patrząc mu prosto w oczy.
Próbował odmówić, mamrotał coś o tym, że nie może tego przyjąć, ale ona stanowczo nalegała, po czym odwróciła się i wróciła do swojego wózka.
Kolejka, kasjer, klienci – wszyscy milczeli. Czas jakby się zatrzymał.