Lucas pytał o ciastka w piekarni niedaleko szpitala. Powiedział, że szpitalne jedzenie było dla niego ciężarem. Pomyślałam, że przyniesienie mu czegoś ciepłego i znajomego mogłoby złagodzić ten ciężar.
Po pięciu latach mycia, podnoszenia i opieki nad nim usłyszałam, jak mój sparaliżowany mąż śmieje się z nieznajomą osobą i mówi, że jestem jego „darmową służącą” i że nie zostawi mi ani grosza.
