Tygodnie po tym, jak straciłam dziecko w nagłym wypadku, płynęłam przez życie jak ktoś pod wodą, ledwo oddychając. Aż pewnego mglistego poranka nasz pies zachowywał się w sposób, jakiego nigdy wcześniej nie widziałam – i miejsce, w którym mnie zaniósł, zmieniło sposób, w jaki na zawsze znosiłam żałobę.
Mam na imię Erin. Mam 40 lat i trzy tygodnie temu moje życie legło w gruzach. Moja córka, Lily, miała zaledwie dziesięć lat, kiedy zginęła w wypadku samochodowym w deszczowy sobotni poranek.
