Teść Stanisław po dwóch zawałach nie pracował od lat, a teściowa Irena dorabiała na pół etatu w szatni przychodni, dopóki kolana pozwalały. Ich emerytury ledwo starczały na jedzenie i leki.
Wojciech sam zaproponował, żebyśmy pomagali. Pracowałam wtedy w aptece, on jeździł ciężarówkami po całej Polsce. Zarabialiśmy przyzwoicie, choć nie bogato – mieliśmy kredyt na własne mieszkanie i dwóch synów w szkole. Ale kiedy teść pokazał nam rachunek za gaz, który zjadał jedną trzecią ich emerytury, nie potrafiłam odmówić.
