Wyciąg z konta leżał na blacie między deską do krojenia a słoikiem z solą, kiedy zobaczyłam tę kwotę. Trzy tysiące dwieście złotych. Transakcja z zeszłego wtorku, godzina dwudziesta druga czternaście.
Sklep internetowy, którego nazwy nie rozpoznawałam. Odłożyłam nóż, którym właśnie kroiłam cebulę, i przeczytałam jeszcze raz. Potem jeszcze raz.
